niedziela, 31 lipca 2016

Prolog

            Bitwa zakończyła się. Czarny Pan został pokonany. Śmierciożerców zesłano do Azkabanu. Wojna pozostawiła jednak krwawe piętno na Świecie Magii. Zbyt wielu wspaniałych ludzi poległo w walce. Mały Ted Lupin stracił rodziców, jeszcze zanim ich poznał. Molly Weasley zanosiła się spazmatycznym płaczem, stojąc nad martwymi ciałami Freda i Rona. Severus Snape, wierny sługa Voldemorta, zabójca Dumbledore’a okazał się najwierniejszym sprzymierzeńcem Albusa. Jego życie było pasmem nieszczęść, a śmierć okazała się niezasłużona, przedwczesna i okrutna. Harry Potter zginął. Wygrał pojedynek z Voldemortem, lecz jeden z popleczników czarnoksiężnika, w szale rzucił zaklęcie uśmiercające w stronę Wybrańca, który stał do niego plecami. „Żaden nie może żyć, gdy drugi przeżyje”.  Żadna przepowiednia nie mówiła natomiast, że jeżeli jeden umrze, to drugi stanie się nieśmiertelny. Nikt nie przewidział takiego końca, jednakże wciąż była osoba, która ponad wszystko pragnęła zmienić bieg wydarzeń i postanowiła bezzwłocznie wprowadzić swój plan w życie. W końcu nie miała już nic do stracenia.
            Nieostrożne manipulowanie czasem, mogło skutkować bardzo poważnymi konsekwencjami. Była tego świadoma już jako czternastolatka, kiedy na trzecim roku nauki, profesor McGonagall podarowała jej Zmieniacz Czasu, aby była w stanie zaliczyć wszystkie przedmioty. Dzięki niemu, pod koniec roku wraz z Harrym mieli możliwość uratowania Syriusza od pocałunku dementora oraz Hardodzioba od śmierci. Był to przedmiot bardzo przydatny, aczkolwiek nie pozwalał na cofnięcie się w czasie tak daleko, jak według Hermiony było to niezbędne. Mimo tego nadal był pożyteczny. Mechanizm na zasadzie, którego działał potrzeba było jedynie udoskonalić, jednak do tego niezbędny był czas.            

***            

Cztery miesiące eksperymentów, wyrzeczeń, poszukiwania informacji i nieudanych prób. Ale teraz była już prawie pewna, że się uda. Prawie, ponieważ zawsze istniało minimalne zagrożenie, ze podczas podróży po czasoprzestrzeni coś pójdzie nie tak i Hermiona Granger najzwyczajniej w świecie przestanie istnieć. Ślad po niej zniknąłby na zawsze, tak jakby nigdy się nie urodziła. Jednak była gotowa podjąć to ryzyko. Jej priorytetem było to wszystko naprawić. Sprawić, żeby pewne wydarzenia nigdy nie miały miejsca. To było teraz najważniejsze.
            Deportowała się ze swojego domu w Londynie, w którym kilkanaście miesięcy wcześniej mieszkała z rodzicami. Przed wojną wymazała im pamięć. Usunęła się z ich życia, aby byli bezpieczni. Po Bitwie o Hogwart natychmiast zaczęła ich szukać. I znalazła. Byli torturowani przez Śmierciożerców w celu wyciągnięcia informacji na temat miejsca pobytu młodej Granger i jej przyjaciół. Nie wiedzieli nawet o kogo ich pytają, dlaczego ich pytają. Uznano ich za nieprzydatnych. Zostali zamordowani. Hermiona została sama.

Aportowała się do Hogsmeade. Zarzuciła na swoją szyję długi, złoty łańcuszek. Chwyciła w dłoń małą zawieszkę w kształcie klepsydry, zamknęła oczy, odetchnęła głęboko i obróciła ją jedenaście razy. Wioska rozpłynęła się. Przed oczami czarownicy migały zamazane kształty i barwy. Nie była w stanie zidentyfikować żadnego dźwięku, który dochodził do jej uszu, bowiem wszystkie zlały się w jeden, głośny szum. Nigdy nie trwało to tak długo, ale przecież jeszcze nigdy nie wędrowała tak daleko w czasie. Nagle poczuła pod stopami twardy grunt, a obraz wyostrzył się. „Pierwszy punkt mam z głowy – pomyślała. – Nie dopuścić do relegacji swojego istnienia”.



Cześć! To pierwsze opowiadanie, którym postanowiłam podzielić się z innymi. Wcześniej zapisywałam zeszyty, które teraz walają się gdzieś w moich szufladach. Mam nadzieję, że znajdą się osoby, dla których rozdziały, które będę tutaj publikować staną się czymś, co ich wciągnie i zaciekawi. :) 
~ Hortensia

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz